WOJSKA ROSYJSKIE NA ORAWIE

 

         Jesienią 1944 roku przychodzili do naszej wsi mężczyźni z bronią w ręku , którzy mówili , że są partyzantami . Byli to Polacy . Zabierali żywność , odzież i różne rzeczy codziennego użytku i odchodzili . Nie byli to partyzanci , gdyż w naszej wsi nie było Niemców i nie było z kim walczyć , lecz byli to zwykli złodzieje , którzy bogacili się na wojnie .

         W nowym 1945 roku wiadomo już było , że nadejdą Rosjanie . I oto w dniu 27 stycznia 1945 roku tuż przed zachodem słońca pojawiły się wojska rosyjskie . Niemcy zdążyli się wycofać , wysadzając most na Psiarni na rzece Czarna Orawa . Ponieważ zbliżał się wieczór wojska rosyjskie odpoczywały .

Rosjanie pojmali nie uzbrojonego młodego żołnierza niemieckiego , którego doprowadzili do swojego dowódcy . Oficer wydał rozkaz , by jeńca zastrzelić i rozkaz ten wykonano strzelając do niego z „ pepeszy ” przed domem Eugeniusza Stopki ( mój teść) . Sąsiad Wendelin Nuta pochował zmarłego koło „ Przykopy ” w snurze „ Stercułowskim ”, gdzie do dzisiaj znajduje się mogiła z krzyżem .

         Na drugi dzień Rosjanie ruszyli w kierunku Jabłonki , lecz z powodu wysadzonego mostu droga wiodła przez Zubrzycę Dolną . Niemcy przez noc zorganizowali silną obronę we wsi Chyżne i Lipnica Wielka , gdzie front trwał ponad 9 tygodni . W naszej wsi przez ten okres przebywało dużo rosyjskich żołnierzy , konie i sprzęt wojskowy . W szkole koło kościoła był szpital polowy, a w drewutni kostnica . W szpitalu zmarło około 40 – tu żołnierzy , którzy zostali pochowani na miejscowym cmentarzu , a w roku 1946 byli ekshumowani do Rabki .

         Panowały wówczas silne mrozy , dużo śniegu , zawieje i zamiecie  śnieżne .  Mieszkańcy wsi musieli codziennie ręcznie usuwać śnieg , ażeby drogi były przejezdne . Mieszkańcy musieli również wykonywać różne prace , jak remont mostów , kopanie grobów dla zmarłych i.t.p. Początkiem kwietnia 1945 roku za pomocą „ katiuszy ” front w Chyżnem został przerwany i wojska rosyjskie odeszły z Podwilka na zachód .

         W trzy dni po wkroczeniu wojsk rosyjskich miał miejsce przykry incydent w naszej wsi . W dniu 30.I.1945 roku wieczorem do mieszkania Karoliny Kowalczyk u „ Grapów ” przybyło pięciu żołnierzy rosyjskich z NKWD . Był to patrol , który na tyłach frontu poszukiwał dezerterów . Wszyscy byli pod wpływem alkoholu , a jeden był bardzo agresywny i zażądał od gospodyni wódki . Oświadczył , że zabije z pepeszy , jeśli wódki nie dostanie . W mieszkaniu była gospodyni z synem Ignacym lat 26 , synem Józefem lat 25 , córka Cecylią lat 21 i młodszymi dziećmi . Ten agresywny żołnierz zamierzał dokonać gwałtu na córce Cecylii . W domu mieszkalnym zapanował krzyk i płacz domowników i w tem żołnierz rosyjski zaczął strzelać w mieszkaniu . W tym momencie do mieszkania weszli inni żołnierze z drugiego patrolu dowodzonego przez porucznika . Pijany żołnierz skierował broń ku drzwiom i nacisnął spust . W tym chaosie kule dosięgły dowódcę patrolu , który zmarł na miejscu . Żołnierz towarzyszący oficerowi zastrzelił dwóch żołnierzy z tych pięciu , którzy pierwsi przybyli do mieszkania gospodyni .

         W czasie tej strzelaniny został ciężko ranny syn gospodyni Józef , który po sześciu tygodniach zmarł w szpitalu w Rabce . Drugi syn Ignacy został ranny w ręce . Trzeci syn Wendelin z przerażenia zachorował na chorobę psychiczną i po kilku latach zmarł . Zwłoki żołnierzy rosyjskich przewieziono do kostnicy , która mieściła się koło szpitala polowego . W następnym dniu mieszkańcy naszej wsi Karol Borówka , Jan Bachula i Andrzej Żeleźniak dostali rozkaz od podoficera rosyjskiego wykopać grób , w którym będą pochowani . razem z tymi zwłokami pochowano żywcem ciężko rannego żołnierza , który wszczął strzelaninę . Na cmentarzu gdzie odzyskał przytomność jęczał z bólu , lecz Rosjanin  dowodzący oddziałem nie zwracał na to uwagi i wydał rozkaz „ brosaj zemliu ”(rzucaj ziemię) .

         Po odejściu żołnierzy rosyjskich w Podwilku zabrakło legalnej władzy . Na Słowację odeszli urzędnicy słowaccy , Straż Graniczna ,Służba Bezpieczeństwa , nauczyciele i proboszcz . Mówiło się , że Orawa będzie z powrotem przyłączona do Polski . Nie było w tym czasie żadnych środków masowego przekazu . Wszystkie wiadomości były przekazywane z ust do ust , były to różne plotki . W tym czasie głosiło się za Słowaków co najmniej 90 % mieszkańców naszej wsi . Podobna sytuacja była we wszystkich wsiach Orawy i Spisza . W naszej wsi powstała tak zwana „ Milicja Słowacka ”. Byli to młodzi mężczyźni w cywilu z opaskami na rękach , posiadający broń maszynową z dużymi zapasami amunicji . Milicja słowacka nie zezwalała Polakom przechodzić przez wieś Podwilk tłumacząc , że tu jest Słowacja . Władze polskie szlaban graniczny z Podwilka przewiozły do Chyżnego . Słowacy z naszej wsi przewiozły go z powrotem i postawili tam gdzie znajdował się w latach 1939 – 1945 . W tym czasie została również utworzona „ Milicja Polska ”, która rozbroiła Milicję Słowacką . Ofiar w ludziach nie było .

         Nadeszła do wsi wiadomość , że do Jabłonki przychodzi przedstawiciel Rządu Słowackiego . Zebrało się około 100 osób na przywitanie niosąc flagi w barwach narodowych Słowacji . Milicja polska rozproszyła grupę , a tych którzy nieśli transparent zabrano na posterunek i mocno pobito . Taka sytuacja trwała przez dwa miesiące . W połowie czerwca został utworzony silny polski Posterunek M.O. w Podwilku , którego siedziba znajdowała się w szkole koło kościoła . Milicja słowacka składająca się z mieszkańców Podsarnia i Harkabuza uważała , że gdy zlikwiduje się polski Posterunek M.O. to już będzie Słowacja .

         W dniu 27 czerwca 1945 roku wspomniana Milicja zaatakowała polski Posterunek M.O. chcąc zmusić ich do odejścia . Atak nie powiódł się i w czasie walki został zabity Jan Żązel z Podsarnia , który osierocił żonę i pięcioro dzieci  oraz Teodor Siarka , po którym pozostała żona i dwoje dzieci . Lekko ranny został Albin Harkabuz z Podsarnia . Po walce ujęto Stefana Chowańca ( mój stryj) i Józefa Lacha z Podsarnia oraz Stefana Jagę z Harkabuza , których po przewiezieniu do Krakowa osadzono w więzieniu przy ul. Montelupich , gdzie przebywali kilka miesięcy . Ludność słowacka pragnęła zemścić się za zabójstwo dwóch mieszkańców Podsarnia i trzech więzionych .

         I oto w dniu 4 lipca 1945 roku rozegrał się straszny dramat w naszej wsi , nastąpiła walka bratobójcza . Między innymi Karol Koziana walczył w Milicji polskiej , a jego syn też Karol w Milicji słowackiej . Zgrupowanie Milicji słowackiej odbyło się we wsi Chyżne . Z Chyżnego od wczesnych godzin rannych ciągnęły duże grupy Milicji słowackiej . Byli uzbrojeni w karabiny maszynowe , pistolety automatyczne i ręczne karabiny . Do walki przybyli ochotnicy ze wszystkich wsi Orawy . Dowódcą był nieznany mężczyzna , który mówił językiem czeskim . Był w stopniu plutonowego . Prawdopodobnie był to czech pochodzący z Sudetów , który służył w armii niemieckiej . Milicja słowacka liczyła co najmniej 200 mężczyzn .

         Milicja polska liczyła 40 mężczyzn , w tym 10–ciu ochotników w cywilu . Dowódcą polskiej milicji był ppor. Józef Wrona . Uzbrojenie Milicji polskiej było takie same jak słowackiej . Dowódca polskiej Milicji widząc , że Słowacy mają dużą przewagę , wydał rozkaz zająć pozycje obronne na wieży kościelnej , gdyż uważał , że na wieży będzie bardzo wygodnie strzelać do atakujących . Ponieważ okna na wieży były w stronę południową i zachodnią , należało zabezpieczyć stronę wschodnią . Dowódca wydał rozkaz by drużyna zajęła pozycje obronne od strony wschodniej koło cmentarza „ makuskiego ”. Cmentarz był obsadzony młodymi drzewkami liściastymi i iglastymi co gwarantowało dobre ukrycie . Grupa milicjantów polskich broniła się w szkole , gdyż była to siedziba posterunku . Dowódca Słowaków wydał rozkaz okrążenia ze wszystkich stron wieży kościelnej i posterunku . Ze strony słowackiej atak przebiegał sprawnie , gdyż miała ona dużą przewagę . Jedni strzelali do okien na wieży , a inni zaciskali pierścień okrążenia . Dowódca polskiej milicji popełnił błąd lokując się na wieży kościelnej , bo Słowacy mieli dużą przewagę i okna na wieży były zasypane gradem kul . W tych warunkach odparcie natarcia było niemożliwe .

         Słowacy z Podszkla atakowali od strony wschodniej od „ Majchrzaków ”. Czołgając się doszli do zabudowań w roli Makuchowej . Józef Hosaniak (Sandrzyk ) oddał serie z karabinu maszynowego w stronę cmentarza i polscy milicjanci szybko wycofali się . Po pięciu godzinach walki Słowacy zacisnęli pierścień okrążenia i podeszli pod kościół . Sytuacja polskiej milicji stała się beznadziejna . Pewna grupa milicjantów polskich broniła się w szkole , lecz nagle niespodziewanie pierwszy z automatem w ręku wpadł do szkoły Józef Śmiech z Podsarnia z okrzykiem „ ręce do góry ” i milicjanci poddali się . W czasie walki mieszkańcy z roli Farskiej i Makuchowej byli ukryci w domach i piwnicach , gdyż kule świszczały ze wszystkich stron .

         Dobrze się stało , że milicja polska poddała się  , gdyż w czasie walki mieszkańcy Chyżnego transportowali koniem z Trstenej działko przeciw pancerne . Gdyby działko użyte zostało do walki , to wieża kościelna zostałaby całkowicie zniszczona i runęła by na ziemię . Działko już znajdowało się w Jabłonce i zostało z powrotem przewiezione do Trstenej .

         Straty po stronie słowackiej były nieznaczne : ranny dowódca w nogę ,  również w nogę ranny Eugeniusz Kulawiak z Zubrzycy Dolnej oraz jeden poległy z Lipnicy ( dokładnie nie ustalono z której Lipnicy ).

         Straty po stronie polskiej ( na podstawie Księgi Pamięci poległych funkcjonariuszy M.O. i  S.B. i O.R.M.O. wydawca Komitet Obchodów 25-lecia M.O. i S.B. woj. krakowskiego )

 

Poz.197 Jan Kozak funkcjonariusz

                   Posterunek M.O. Podwilk

                   Poległ 4.VII.1945 w Podwilku

Poz.336 Maciej Nowak funkcjonariusz ur. 25.II.1920

                   Posterunek M.O. Podwilk członek PPR

                   Poległ 4.VII.1945 w Podwilku

                   Mieszkaniec Piekielnika

Poz.528 Józef Wrona s. Piotra ur. 26.XI.1909

                   Poch. chłopskie , żonaty 2 dzieci członek PPR

                   Funkcjonariusz Posterunek Podwilk 

                   Poległ 4.VII.1945 w Podwilku

             Ignacy Suwada (cywil) mieszkaniec Jabłonki

                   Został ciężko ranny w brzuch i wkrótce zmarł.

 

Poległych milicjantów polskich rozebrano z butów , które im zabrano , jak również zabrano buty wszystkim jeńcom  . Funkcjonariusz Józef Wrona był ciężko ranny , jęczał z bólu i prosił o pomoc . Mieszkaniec naszej wsi Karol Morąg bił go „ kijonkom ” i dobił . ( Kijonka była z twardego drewna i służyła w tym czasie do prania bielizny ).

         Jeńców pędzono drogą przez Podwilk a z Psiarni drogą polną do Zubrzycy Dolnej i przez pola do Lipnicy Małej . Jeńcy musieli iść boso , gdyż zabrano im buty . Po drodze byli bici kamieniami i obrzucani błotem przez mieszkańców naszej wsi narodowości słowackiej . Józefina Stasiak lat 58 wracała z pola niosąc w ręce grabie więc biła jeńców grabiami .

         Władze Polskie zdążyły zawiadomić jednostkę rosyjską stacjonującą w Nowym Targu . Wojsko rosyjskie w Lipnicy Małej przyjęło jeńców i puściło do domów . W dniu 18 lipca 1945 roku Wojsko Polskie wkroczyło na teren Orawy a najbardziej twardzi mieszkańcy naszej wsi narodowości słowackiej odeszli na Słowację . Po tym incydencie na tle narodowościowym walki ustały lecz nienawiść pomiędzy ludnością polską a słowacką pozostała . Problem narodowościowy pozostawał w dalszym ciągu nie rozwiązany . Ludność słowacka głęboko wierzyła , że wola ludu musi zwyciężyć – Podwilk i cała Orawa będą zwrócone Słowacji . Granica państwowa w dalszym ciągu nie była zmieniona a napady na rodziny Słowaków w naszej wsi nie ustawały . Z bronią w ręku dokonywano napadów rabunkowych , zabierano żywy inwentarz , odzież obuwie , maszyny do szycia i. t. p .

         W dniu 4 grudnia 1946 roku wieczorem dokonano napadu na mieszkańców w roli Makuchowej i sklep spółdzielczy . Napadu dokonali młodzi mężczyźni uzbrojeni w broń maszynową . Wendelin Kuś i Józef Chowaniec (mój ojciec) musieli furmankami odwieść zrabowany towar na koniec wsi Podszkle i tam rabusie zabrali konie i wozy , a furmanów puścili do domu . Piszący tę kronikę piechotą zawiadomił jednostkę K.B.W. w Jabłonce , która otrzymała posiłki z Nowego Targu i przybyła na miejsce , wszczęła pościg i odnalazła konie i wozy , które zwrócono właścicielom . Towaru ze spółdzielni i zrabowanego mieszkańcom nie odzyskano . Jak się później okazało rabusiami byli młodzi mężczyźni ze wsi Krauszów i Długopole . Później podczas letnich nocy po cichu dokonywano kradzieży krów . Ostatnia kradzież krów to rok 1958

         Narodowość słowacka coraz bardziej zmniejszała się , a to z tego powodu, że starsi wiekiem umierali , a młodzież uczęszczała do szkoły polskiej i ulegała spolszczeniu .

         Jak się to stało , że mieszkańcy Orawy żyli długie wieki w jednym państwie ze Słowakami , a w roku 1920 , gdy zostali przyłączeni do Polski nie protestowali . Natomiast później żyli tylko pięć lat w Państwie Słowackim nie chcieli z powrotem należeć do Polski , chwytali za broń , walczyli i ginęli . Przecież gwara orawska jest bardziej zbliżona do mowy polskiej niż słowackiej?

         Odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna . W latach 1939 – 1945 gdy Orawa należała do Państwa Słowackiego rząd słowacki prowadził politykę rolną bardzo korzystną dla rolników . Dobrze pracowały niezawisłe sądy . Sprawnie pracowała administracja . Służba Bezpieczeństwa skutecznie zwalczała kradzieże . Mimo , iż Słowacja była w stanie wojny z Rosją nie wpłynęło to negatywnie na sytuację ekonomiczną ludności Orawy , która z tego tytułu nie ponosiła żadnych ciężarów .

         Mieszkańcy Podwilka i Orawy dobrze pamiętali lata 1920 – 1939 , kiedy żyli w Polsce w olbrzymim chaosie i bałaganie . Narodowość słowacka przez pięć lat wyrosła jak grzyby po deszczu , lecz nie ze względu na silne poczucie narodowości , tylko wyłącznie z powodów ekonomicznych , sprawiedliwości społecznej panującej w Państwie Słowackim .

         Władze Powiatowe w Nowym Targu pragnęły za wszelką cenę uspokoić wzburzony lud na Orawie . W roku 1946 powstał społeczny Komitet Radiofonizacji , a już w roku 1947 wieś Podwilk otrzymała radiofonizację . Ponad połowa mieszkańców naszej wsi nie wyraziła zgody na radiofonizację czując nienawiść do Polski . W roku 1947 władze terenowe pragnęły zelektryfikować wieś Podwilk , pod warunkiem , że Wspólnota Urbarialna wyda bezpłatnie potrzebna ilość drzewa na słupy . Udziałowcy wypowiedzieli się , że polskiego prądu nie chcą , jeżeli prąd pójdzie ze Słowacji to wyrażą zgodę . Taki warunek nie mógł być przyjęty ze zrozumiałych względów i do elektryfikacji nie doszło .